FORUM INDYJSKIE Strona Główna FORUM INDYJSKIE
KĄCIK DLA FANÓW KULTURY INDYJSKIEJ

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
POSZUKIWACZE NIRWANY
Autor Wiadomość
kiki78
[Usunięty]

Wysłany: 2010-05-18, 18:54   POSZUKIWACZE NIRWANY

POSZUKIWACZE NIRWANY

Świętość w Indiach jest czymś powszechnym. W większości hinduskich domów, sklepów i firm można znaleźć ołtarze. Dzień każdego hindusa zaczyna się od oddania czci bogu czy bogom. Wiele gór, rzek, kamieni i drzew jest tam świętych. Są tam nawet święte miasta i święte zwierzęta - krowy, małpy, słonie, węże czy pawie. Wobec tego nikogo już chyba nie zdziwi fakt, że kraj ten obfituje również w świętych ludzi.




Celem życia każdego hindusa jest oświecenie. Uważają oni, że każdy może je osiągnąć. Przeciętny człowiek potrzebuje jednak do tego wielu, wielu wcieleń (hindusi wierzą w reinkarnację), ale są i tacy, którzy już w tym życiu postanowili wyzwolić się z kręgu wcieleń, czyli nieustannego odradzania się w materialnym świecie.
To ich nazywa się świętymi mężami (sadhu) lub świętymi kobietami (sadhvi) .
Chcąc przyspieszyć wyzwolenie, odrzucają doczesność i koncentrują się na swoim życiu duchowym. Odcinają się od swoich rodzin, wyzbywają się wszystkiego, co posiadali, żyją w celibacie, jedzą proste jedzenie, noszą proste szaty albo nawet obywają się bez nich. Ciało i włosy posypują popiołem ze świętych ognisk. Każdy dzień spędzają na oddawaniu czci wybranym przez siebie bóstwom, medytacjach, praktykowaniu jogi czy poddawaniu się tysiącom umartwień, które pozwalają im podnosić poziom swojej duchowej energii i zdobywać mistyczną wiedzę.

Ludzie na specjalnych prawach



Nadzy Sadhu nikogo w Indiach nie gorszą

Dziwaczni starcy z potarganymi włosami, których stan posiadania kończy się na pątniczym kiju, nikogo w Indiach nie dziwią. Ludzie są oswojeni z ich widokiem. Sadhu istnieli tam "od zawsze" i zawsze spotykali się z powszechną akceptacją i szacunkiem. Od sadhu podróżującego pociągiem kontroler nie wymaga biletu, bo zwyczajowo wolno mu jeździć na gapę. Sadhu kroczący całkowicie nago poboczem drogi nikogo nie gorszy.
Można ich spotkać w najbiedniejszych dzielnicach miast. Czasem siedzą nieruchomo w pozycji lotosu na środku ulicy albo pod palmą pod prowizorycznym zadaszeniem z białego płótna, które ich chroni przed spadającymi orzechami kokosowymi. Jest im obojętne, co się dzieje wokół. Nie reagują na smród, na jęki umierających wokół nędzarzy, na obezwładniający upał. W każdej chwili swojego życia są skupieni na tym, aby uwolnić się z koła sansary (koła wcieleń) .

Usprawiedliwione jest każde dziwactwo

W zamierzchłych czasach sadhu najkrótszej drogi do nirwany (rozumianej jako zjednoczenie się z bóstwem) poszukiwali w pojedynkę, później jednak zaczęli się grupować wokół różnych guru i wstępować do sekt. Każda sekta wypraktykowała jej tylko właściwą drogę do wyzwolenia duszy. Drogi te bywają diametralnie różne.
W jednych najważniejsze jest uprawianie jogi. W innych samoumartwianie się. Zazwyczaj polega to na noszeniu ciasnych, wrzynających się w ciało obręczy. Są i takie ugrupowania, w których joginom nie wolno nigdy się położyć - nawet spać muszą na stojąco, oraz takie, w których drogą do oświecenia jest nieustanne trzymanie jednego ramienia w górze - do czasu, aż stanie się ono uschniętym kikutem.
Istnieją też sekty, w których drogą duchową jest... transwestytyzm (to sadhu, którzy uznają się za kochanków boga Śiwy, a jako że Śiwa jest mężczyzną, siłą rzeczy trzeba wziąć na siebie rolę jego żony, ze wszystkimi tej decyzji konsekwencjami). W jeszcze innych ugrupowaniach do oświecenia dąży się poprzez palenie haszyszu.

Szacunek dla szaleńców

Każde zachowanie sadhu, jakie by nie było, jest przez mieszkańców Indii aprobowane, bo nawet największe dziwactwa są częścią dharmy świętych ascetów, czyli im tylko przypisanego działania. Mało tego, takim samym szacunkiem będzie darzony zarówno mnich dżinijski, który miłością darzy każde stworzenie, jak i starzec z maleńkiej sekty Aghoris, której członkowie wybrali drogę łamania wszystkich istniejących w Indiach tabu i często zachowują się jak szaleńcy.

Mnisi dżinijscy nie mają dosłownie nic, nawet skrawka ubrania na ciele. Pod względem wyrzeczeń nikt ich nie prześcignie. Chodzą ubrani "w powietrze" i bardzo uważają na to, aby nie skrzywdzić żadnej istoty żyjącej, żadnego mikroba czy owada. Kiedy gdzieś idą, specjalną miotełką zamiatają ziemię przed sobą, aby nie rozdeptać żadnego robaczka. Jadają tylko raz dziennie i tylko to, co dostaną od ludzi. Odmawiają jednak przyjmowania warzyw i owoców zerwanych ludzką ręką, bo rośliny też żyją i nie wolno im tego życia przerywać. Święci mężowie Aghoris, w przeciwieństwie do innych sadhu, będących wegetarianami, jedzą mięso i piją alkohol, jedzą też ekstrementy, ludzkie i psie, i piją urynę. Poza tym odbywają rytualne stosunki seksualne z menstruującymi prostytutkami. Aghoris odwołują się do Śiwy - Zwycięzcy Śmierci. Dlatego żyją w pobliżu miejsc, gdzie kremuje się ludzkie zwłoki. Chodzą w girlandach z ludzkich czaszek. Czaszki służą im też za naczynia, w których jedzą i piją. Można ich zobaczyć, jak siedzą na ludzkich zwłokach przygotowywanych do spalenia i medytują. Czasem dopuszczają się kanibalizmu, co jest przez nich rozumiane jako rodzaj eucharystii. Wszystko to ma ich prowadzić do oświecenia.

Wojny świętych mężów


Kąpiel w Gangesie podczas świąt Kumbha Mela

Niektóre z sekt mają charakter militarny. W Indiach często się widzi ascetów nagich, lecz uzbrojonych w szable czy trójzęby - ugrupowania, z którymi są związani, powstały wieki temu w odpowiedzi na muzułmańskie inwazje i próby siłowego nawracania hindusów na islam. W XIX wieku grupy te walczyły też przeciwko Brytyjczykom. Do tej pory asceci należący do wojowniczych sekt żyją w wojskowym rygorze, są nawet podzieleni na pułki. Jako wojownicy zawsze byli bardzo cenieni, bo nie odczuwali strachu przed śmiercią.
W dzisiejszych czasach wojskowe atrybuty świętych mężów mają znaczenie przede wszystkim symboliczne, ale bywa niestety i tak, że sadhu z sekt militarnych nie są w stanie poskromić swojego wojowniczego temperamentu. Jeszcze w XIX wieku dochodziło między nimi do regularnych bitew, w których ginęły setki osób. Do bitwy doszło też cztery lata temu w jednym z hinduskich miast położonych nad Gangesem podczas święta Boskiego Nektaru (Kumbha Mela) .
Święto to ma dla hindusów szczególne znaczenie. Odbywa się raz na 3 lata, ponieważ przypada na okres koniunkcji aż czterech planet. Hindusi wierzą, że zanurzając się wtedy w Gangesie, można skutecznie oczyścić się z grzechów i złych energii.
Zwyczajowo pierwsi do wody wchodzą sadhu należący do sekty Juna Akhara. Organizatorzy Kumbha Mela uznali jednak, że tym razem jako pierwsi powinni zanurzyć się w Gangesie sadhu z sekty Niranjani. Jogini Juna za nic nie chcieli się z taką decyzją zgodzić i postanowili wymusić pierwszeństwo siłą. Doszło o do bijatyki, w wyniku której rany odnieśli przypadkowi przechodnie, a ponadto zniszczonych zostało kilka samochodów. Kiedy pojawili się wezwani przez ludzi policjanci, starcy zaatakowali ich cegłami i kilku z nich zepchnęli z mostu do rzeki, ale nawet to nie skłoniło funkcjonariuszy do zrobienia użytku z policyjnych pałek - sadhu wolno przecież wszystko! Woleli, składając ręce jak do modlitwy, uprzejmie prosić ogarniętych szałem świętych mężów, aby zechcieli się uspokoić.

Sadhu z importu

Coraz częściej można w Indiach spotkać sadhu o podejrzanie jasnym odcieniu skóry. To mężczyźni, którzy przyjechali tu z Ameryki, Francji, Holandii czy Włoch. W Indiach zdecydowali się wyrzec wszystkiego i zostać świętymi mężami. Hindusi na ogół darzą ich takim samym szacunkiem jak rodzimych sadhu. Chętnie proszą ich o błogosławieństwo i dają im jedzenie. Czują się przy tym, jakby składali dary samym bogom.
Warto tu podkreślić, że nie wszyscy sadhu osiągnęli oświecenie, ale nawet ci nieoświeceni są traktowani z czcią należną świętym. Podziw w kraju nad Gangesem wzbudza już sam fakt wybrania takiej, a nie innej drogi życiowej.

Bogna Rutkowska

Skąd się biorą mędrcy?

W Indiach natknąć się można nie tylko na świętych mężów sadhu. Można tam także spotkać prawdziwych Nauczycieli Mądrości. Niektórzy twierdzą, że są oni największym skarbem tego kraju.



Swami Ramaswarupananda

W dawnych czasach zetknął się z nimi Aleksander Macedoński, kiedy podbił Indie. Zdumiony mądrością jednego z oświeconych mędrców, postanowił go zabrać do Grecji. Guru jednak nie tylko nie zechciał ruszyć się z miejsca (nawet pod groźbą śmierci), ale uświadomił greckiemu wodzowi bezsens podboju. Po czym przepowiedział, że król nie wróci do swojego kraju. Tak też się stało - Aleksander Wielki zmarł w drodze powrotnej.
Skąd się biorą Nauczyciele Mądrości? W kraju nad Indusem od tysięcy lat żyli ludzie, którzy obserwowali otaczający ich świat. Klucza do jego tajemnic poszukiwali w swoim wnętrzu, odkrywając dzięki medytacji prawa rządzące przyrodą, człowiekiem i wszechświatem. Ta uniwersalna wiedza została spisana w Wedach, Puranach i innych świętych księgach hinduizmu. Jest też od wieków przekazywana z pokolenia na pokolenie: każdy mistrz przekazywał ją swoim uczniom, kiedy uznał, że są przygotowani na jej przyjęcie.

Przedszkolak u mistrza
Swami Ramaswarupananda (gościł niedawno w Polce na zaproszenie Klubu Jogi działającego przy galerii Nusantara w Muzeum Azji i Pacyfiku) rozpoczął naukę u swojego mistrza w wieku pięciu lat. Rodzice oddali synka do słynnego aśramu (klasztoru) Rhishikesh, u stóp Himalajów, gdzie pracował słynny guru Sivananda, lekarz z Malezji, autor 300 książek i założyciel szpitala, gdzie chorym pomaga się bezinteresownie. - Trudno sobie wyobrazić przepaść, jaka dzieli podeszłego wiekiem Mistrza i przedszkolaka. Europejski "konflikt pokoleń" to drobiazg wobec takiej różnicy wieku i doświadczenia - mówi Swami. - Dzieci bardzo tęsknią za rodzicami i domem rodzinnym, toteż uczeń na samym początku dostaje do odmawiania mantrę, która uśmierza tę tęsknotę. Potem otrzymuje kolejne mantry.
Przez całe lata mistrz i uczeń karmią się tymi samymi doznaniami: dźwiękami, zapachami, smakami. To właśnie umożliwia porozumienie między nimi. Słowa bowiem nie są bowiem ani jedynym, ani najważniejszym środkiem przekazu.
Swami spędził z Mistrzem w aśramie 27 lat. Sivananda zastąpił mu ojca, matkę, rodzeństwo i rówieśników, z czego Swami zdał sobie w pełni sprawę, kiedy urzędnik wydający paszporty poprosił go o podanie personaliów rodziców. Z trudem przypomniał sobie imię matki. Guru był dla niego wszystkim.

Przeszkody na drodze do szczęścia
Od kilku lat Swami podróżuje po Europie i obu Amerykach, wskazując swoim słuchaczom drogę do szczęścia. Szczęście i błogostan - to przecież cel człowieka, ale nikt nie może dać szczęścia drugiej osobie, póki sam nie będzie szczęśliwy.
Niektórzy szczęścia szukają na drodze zaspokajania zmysłów i potrzeb materialnych. Inni wyrzekają się dóbr doczesnych. Swami twierdzi, że zarówno jedni, jak i drudzy znajdują się w tym samym punkcie na drodze duchowego rozwoju. On sam uważa, że nie trzeba odrzucać doznań zmysłowych, lecz należy je wykorzystać dla dobrych celów. Jego mistrz nauczał, aby szukać boskości przez służenie światu. Swoje nauki streścił w sześciu słowach: służ, kochaj, dawaj, oczyszczaj się, medytuj, działaj.

Maria Rojek
fot. autorka

źródło: gwiazdy.com.pl
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by
phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 11